Sumatra 2017 – relacja z wyprawy studentów i pracowników Wydziału Leśnego UP w Poznaniu – część 2

Sumatra 2017 – relacja z wyprawy studentów i pracowników Wydziału Leśnego UP w Poznaniu – część 2

luty 16, 2017 - 01:45

Ostatni dzień pobytu w Parku Narodowym Gunung Leuser przeznaczyliśmy na wyjazd do Tangkahan - małej wioski na skraju parku, gdzie można zobaczyć słonie. Już sam przejazd był ciekawym przeżyciem. Jechaliśmy dwoma samochodami terenowymi, po lokalnych, górskich drogach. A że miejscami było naprawdę wyboiście, ekstremalne doznania były zapewnione.

Przejazd zajmował około trzech godzin w jedną stronę, a droga przez prawie cały czas wiodła przez plantacje palmy olejowej. Dało nam to pewien pogląd o skali zjawiska, polegającego na masowym uprawianiu tej rośliny oleistej. Pochodzący z Afryki olejowiec gwinejski (Elaeis guineensis), jest w Indonezji uprawiany masowo, a nowe plantacje często zakładane są w miejsce naturalnych lasów deszczowych. Jest to główny powód prowadzonych na Sumatrze na wielką skalę wylesień. Niestety, wciąż rosnące światowe zapotrzebowanie na olej palmowy, jako tani składnik wielu produktów spożywczych, kosmetyków i biopaliw powoduje, że presja na zakładanie nowych plantacji jest bardzo duża i stanowi realne zagrożenie dla bioróżnorodności tego regionu.

Mieliśmy okazję zobaczyć jak odbywa się pozyskanie owoców palmy olejowej, z których następnie wyrabia się olej palmowy. Owoce rosną w gronach, nieco powyżej najniższego okółka liści. Ich pozyskanie wykonuje się ręcznie, przy pomocy specjalnej piły umieszczonej na długim kilkumetrowym drążku. Pracownik najpierw odcina kilkoma sprawnymi ruchami dolne liście palmy i układa je w stosy. Następnie odcina grona z owocami, zanosi w pobliże drogi i znakuje specjalnym stemplem. Stamtąd transportowane są samochodami do zakładów produkujących olej. Szybkość i precyzja z jaką pracownik plantacji operował swoim narzędziem zrobiły na nas wrażenie. A jadąc dalej, ze zdziwieniem obserwowaliśmy, jak kolejni pracownicy jechali na skuterach, trzymając na ramieniu swoją kilkumetrową tyczkę zakończoną ostrą piłką. Wystarczyłaby chwila nieuwagi na zakręcie żeby mogło dojść do nieszczęśliwego wypadku…

Na wielu plantacjach, które nie są ogrodzone, pasło się bydło. Najczęściej nie widzieliśmy, żeby ktokolwiek pilnował tych zwierząt. Wielokrotnie krowy wychodziły nam na drogę i trudno było przejechać. Jak powiedział nam nasz przewodnik, krowy te hodowane są na mięso, które jest tu bardzo drogie. Stanowią znakomite źródło dochodu dla wielu rodzin. Ponieważ muzułmanie mogą jeść ich mięso tylko w dniu uboju, odbywa się to głownie na wielkie okazje jak wesela czy ramadan. Z tego co obserwowaliśmy, to hodowla bydła nie jest tu zbyt pracochłonna. Pastwisk jest pod dostatkiem, a krowy pasą się same. Zastanawiające jest tylko to, że nikt ich nie pilnuje, mimo że są takie cenne.

Kiedy dotarliśmy do Tangkahan i zobaczyli słonie, niedogodności dojazdu przestały być problemem. Można było tu spróbować jazdy na słoniu oraz uczestniczyć w ich myciu i karmieniu. Hodowane tu stado słoni liczyło kilka osobników dorosłych i kilka maluchów. Niezwykłą frajdą było obserwowanie jak te ogromne zwierzęta baraszkują w rzece, niekiedy całkowicie zanurzając się pod wodą. Własnoręczne mycie słonia też było niezwykłym doznaniem. Czasami słonie odwdzięczały się robiąc nam prysznic. Karmienie trwało krótko, bo posiadane przez nas kiście bananów słonie pochłonęły w okamgnieniu. Kiedy emocje ochłonęły zdaliśmy sobie sprawę, że czeka nas jeszcze droga powrotna…

stat4u