Wyjazd seminaryjny Koła Leśników 2018

Wyjazd seminaryjny Koła Leśników 2018

Czerwiec 05, 2018 - 11:19

W weekend Bożego Ciała członkowie Koła Leśników wzięli udział w tegorocznym wyjeździe seminaryjny. W tym roku był to 3-dniowy spływ kajakowy rzeką Brdą.

Naszą przygodę rozpoczęliśmy w czwartek przed godziną 5 rano. 25 uczestników spotkało się przed Przylesiem, gdzie po problemach z zapakowaniem wszystkich rzeczy do autokaru wyruszyliśmy w czterogodzinną podróż na Kaszuby. Około godziny 9 dotarliśmy na miejsce rozpoczęcia spływu w miejscowości Stara Brda. Po kilkunastu minutach dojechały również nasze kajaki, wypożyczone z firmy kajaki.swornegacie.com ( osobiście polecamy z nimi kontakt :D ). Po załadowaniu części bagaży do naszych łodzi, reszty do busa, który przetransportowywał nasze graty z miejsca na miejsce, po rozdaniu mapek z planem podróży rozpoczęliśmy wodowanie. Start odbył się bez żadnych przeszkód, początkowo płynęliśmy spokojnie z nurtem rzeki. Trasa miejscami była kręta, leżało sporo drzew, które trzeba było pokonywać raz dołem, raz górą. Po szesnastej dotarliśmy do punktu docelowego pierwszego etapu – pola namiotowego w Folbryku. Po wyjściu z kajaka był czas na odpoczynek. Późnym popołudniem dotarła do nas przyczepka z naszymi namiotami, materacami, karimatami i śpiworami oraz coś na co wszyscy czekali czyli obiad. Na przystawkę zostaliśmy uraczeni świeżutkim chlebem na zakwasie oraz smalcem – oczywiście wszystko domowej roboty. Następnie został podany żurek, gęsty z dużą ilością białej kiełbaski i ziemniaków. Daniem głównym tego dnia był gulasz z dzika z kaszą oraz surówką ze świeżej kapusty. Wszyscy byli tak najedzeni, że nie mogliśmy wstać od stołu. Na szczęście gospodarz przywiózł nam również coś na trawienie – nalewkę z czarnej porzeczki. Oczywiście jak to bywa ze studentami, a przede wszystkim studentami leśnictwa, zamiast wypić po kieliszeczku czy dwóch opróżniliśmy całą dużą butelkę. Na deser otrzymaliśmy roladę z truskawkami, której było się ciężko oprzeć aby zjeść jedynie jeden kawałek. Po obiedzie przyszedł czas rozbijania namiotów, szukania najlepszego, równego miejsca. Jedna para zamiast rozbijać namiot stwierdziła, że będzie spać w przyczepce po naszych bagażach, co było świetnym rozwiązaniem. Kiedy nasze mini domki już stały każdy poszedł odpocząć. Jednak wieczorem powolutku każdy zaczął wychodzić do ogniska, gdzie kolega Adam Milczarek zaczął grać na gitarze różne piosenki. A, że był to spływ nie mogło zabraknąć również szant. O północy odśpiewaliśmy hymn leśników i powoli udaliśmy się do spania.

Poranek przywitał nas słońcem oraz coraz wyższą temperaturą w naszych namiotach. Po szybkim składaniu namiotów, spuszczaniu powietrza z materaców i zapakowaniu wszystkiego do przyczepki zjedliśmy śniadanie oraz omówiliśmy trasę na ten dzień. W naszych planach było dotarcie do pola namiotowego na OSIRze w Przechlewie. Wymagało to dużo sił ponieważ trasa przebiegała przez jezioro Szczytno, które jest dość duże. Jednak początek trasy okazał się dużo bardziej wymagający. Przepływaliśmy przez rezerwat „Przytoń” gdzie znajduję się mnóstwo przewróconych drzew przez bobry. Każdy przynajmniej kilka razy musiał wysiadać z kajaka do zimnej wody aby przepchnąć łódź. Przed wpłynięciem na jezioro zatrzymaliśmy się aby zebrać się wszyscy. Ze względu na zbliżającą się burzę lepiej było abyśmy trzymali się razem. Jednak po usłyszeniu pierwszych grzmotów niektórzy narzucili spore tempo i zostawili resztę współpodróżnych daleko w tyle. Ci pierwsi dotarli do brzegu przed opadami deszczu. Reszta zatrzymała się w połowie jeziora na wyspie, gdzie rozpalili ogień i ugotowali herbatę z pokrzyw. W niedługim czasie dotarli jednak również w całości na pole namiotowe. Na jeziorze jeden z kolegów zaliczył wywrotkę jednak reszta ekipy bardzo szybko mu pomogła w postawieniu kajaka powrotem na plecy. Niestety nie obyło się bez strat ponieważ utonął wodoodporny telefon, który jeszcze przez pewien czas był aktywny na dnie jeziora. Wieczorem znowu dotarły nasze rzeczy oraz obiad. Najpierw chleb ze smalcem, a do tego ogórki małosolne. Później była rozgrzewająca zupa pomidorowa, a na danie główne były zrazy z jelenia oraz pieczone ziemniaki. Na deser dostaliśmy rogaliki z marmoladą oraz butelkę nalewki z kwiatów czarnego bzu. Wszystkim bardzo ona smakowała, niektórzy próbowali nawet na wszelkie sposoby zdobyć przepis, jednak jest on strzeżoną tajemnicą. Wieczorem można było udać się do sklepu w celu zakupienia napojów „energetyzujących” oraz zapasów na śniadanie. Płynięcie przez jezioro dało wszystkim we znaki i większość położyła się spać. Jednak przed północą rozpoczęły się śpiewy przy gitarze, które trwały prawie do rana.

W sobotę trzeba było wstać dużo wcześniej bo już o 8 przyczepka musiała być spakowana. O 9 wyruszyliśmy w dalszą trasę. Wstępny plan był taki aby skończyć w miejscowości Sąpolno, jednak dotarliśmy tam przed południem, a autobus miał być dopiero koło 17. Więc stwierdziliśmy, że płyniemy dalej. Ten dzień wiódł przez trzcinowiska, palące słońce nie ułatwiało wiosłowania. Niektórzy nadal jeszcze odczuwają efekty opalania. W miejscowości Ciecholewy zrobiliśmy dłuższą przerwę aby zebrać się wszyscy. Tutaj zapadła decyzja, że połowa już nie ma sił i zostaje w tym miejscu. Reszta ruszyła dalej. Postanowiliśmy dopłynąć do Małych Swornegaci, gdzie zadecydujemy co dalej. Po wpłynięciu pod sam koniec na jezioro Charzykowskie stwierdziliśmy, że właśnie tutaj kończymy naszą przygodę i zadzwoniliśmy po odbiór kajaków. Autobus już na nas czekał i jedynie musieliśmy załadować do niego nasze rzeczy i zebrać po drodze resztę ekipy. Wspólnie postanowiliśmy, że w drodze powrotnej stajemy na obiad w barze przed Piłą. Była to świetna decyzja, gdyż za nieduże pieniądze dostaliśmy takie porcje, których nie szło zjeść samemu. Do Poznania dotarliśmy przed godziną 22. Pożegnaliśmy się i zakończyliśmy ten świetny, 3 dniowy wypoczynek.

 

Liczymy na to, że w przyszłym roku też odbędzie się spływ. Ahoj!

 

Fot.: Marek Jaskólski, Hanna Liebner, Kacper Borowski, Marta Szpakowska, Joanna Budnik

stat4u