Norwegia Erasmus Krzysztof Rutkowski

Norwegia Erasmus Krzysztof Rutkowski

luty 06, 2020 - 07:26

Naszą poprzednią relaację z wymiany studenckiej w Serbii zakończyliśmy z Mikołajem pytaniem: czy warto było pojechać na Erasmusa? Teraz, po kolejnym semestrze spędzonym tym razem w Norwegii, muszę odpowiedzieć dokładnie tak samo: JESZCZE JAK!

Semestr w Norwegii był pod wieloma względami inny niż w Serbii. Nie byłem tu jednym z nielicznych obcokrajowców. Przeciwnie, jednym z aż 30% studentów zza granicy, którzy uczą się w NMBU (Norweski Uniwersytet Nauk Biologicznych)! Pod obcokrajowców jest przygotowane wiele rzeczy, m.in. bardzo duży wybór kursów prowadzonych w języku angielskim. Sam kraj jest mocno rozwinięty, co widać również na uniwersytecie. Na każdym kroku automatyczne drzwi otwierane na specjalną kartę, świetnie działające systemy dla studentów (coś jak wirtualny dziekanat, konta e-mail dla studentów etc), bazy danych, pokoje nauki chyba w każdym budynku z dostępem do czajników, a nawet mikrofalówek i tak dalej… Nauki i różnych zaliczeń miałem raczej sporo, a sesja egzaminacyjna wyglądała nieco inaczej niż ta w Polsce. Na plus między innymi było to, że wszystkie egzaminy pisaliśmy anonimowo, podpisując się nadanym wcześniej numerem. Podobało mi się również to, że zarówno podczas egzaminów jak i praktycznie wszystkich zajęć można było zjeść jabłko czy napić się czegoś, a wszystkie zajęcia trwające dłużej niż 45 minut mają właśnie co 45 minut piętnastominutową przerwę na „odświeżenie” mózgu.

Również okazji do integracji miałem znacznie więcej, mieszkając w akademiku w segmencie 6-osobowym z 3 Norwegami i koleżankami z Francji oraz z Ghany. Przebywanie w międzynarodowym środowisku pozwala świetnie rozwinąć swoje umiejętności językowe i nauczyć się czegoś wyjątkowego z najróżniejszych zakątków świata (jak choćby prozaiczna umiejętność wiązania włosów długopisem sposobem popularnym w Wietnamie) a także nawiązać kontakty z osobami niemal z całego świata. Nieraz bardzo inspirującymi osobami!

Norwegię wybrałem głównie przez ogrom jej natury. Wciąż żyje tam stosunkowo niewiele ludzi na kilometr kwadratowy, więc jest w pewnym sensie bardziej „dziko”. I faktycznie, pomimo studiowania w mocno zaludnionej części tego kraju, zaznałem uroków tej dzikości w długich wędrówkach, wędkowaniu i całonocnymi biwakami w blasku ognia (tak, w sezonie zimowym można tu legalnie palić ognisko). A ileż tam jest grzybów w lesie!

Muszę natomiast dodać, że jest to bardzo drogi kraj i potrafi nieźle naruszyć studencką kieszeń. O ile żywność można akurat tam gdzie studiowałem zdobyć praktycznie za darmo jeśli się chce (działa na tym uniwersytecie organizacja Spire w ramach której my – studenci – odbieramy darmowe jedzenie od marketów z którymi mamy porozumienie), to już choćby opłaty za akademik są wielokrotnie większe niż w Polsce. Po semestrze w „niedrogiej” Serbii przeżyłem pewnego rodzaju szok pod tym względem.

Tak czy inaczej nie żałuję ani jednego dnia moich obu wymian! Były to doświadczenia zupełnie unikatowe, nieporównywalne ze studiowaniem w Polsce. Otworzyło mi to oczy na wiele spraw. Czas się wziąć do pracy i skończyć ostatni semestr, tym razem już w Ojczyźnie!

Jeśli ktoś chciałby pojechać na wymianę studencką, ale się waha, ma pytania, chciałby wiedzieć więcej, zapraszam do kontaktu 17krzysztofrutkowski@gmail.com bądź przez Facebooka.

Krzysztof Rutkowski