Wywiad z lamusa z dr inż. Józefem Grodeckim

Wywiad z lamusa z dr inż. Józefem Grodeckim

Kwiecień 11, 2019 - 08:39

Wywiad z lamusa z dr inż. Józefem Grodeckim

 

Przegląd Leśniczy nr 12/2000

"Dobra kondycja ekonomiczna Lasów jest wynikiem stosowania europejskich cen na drewno i „azjatyckich” kosztów pracy."

„Produkcja” absolwentów leśnictwa wzrasta, wg GUS w roku 1985 było 151 absolwentów studiów stacjonarnych, a w 1999 r. – 340, natomiast Lasy zdają się być już w pełni nasycone. Jaka więc przyszłość czeka młodych adeptów leśnictwa?

Faktycznie możliwość rozszerzania zatrudnienia w administracji Lasów Państwowych, a szczególnie w służbie leśnej praktycznie nie istnieje. Naturalny ubytek z tytułu przechodzenia na emerytury nie jest wysoki i wynosi rocznie ok. 250  osób, a trzeba pamiętać, że na te etaty czekają również absolwenci techników leśnych, których rocznie przybywa około 600 osób.

Wskaźnik zatrudnienia pracowników służby leśnej, w przeliczeniu na 1000 ha jest zbliżony czasów Loreta (podobnie zresztą jak rentowność obliczana w dolarach), dlatego biorąc pod uwagę poziom infrastruktury: SILP, telefonia komórkowa, samochody i cały postęp techniczny i technologiczny należy w przyszłości oczekiwać raczej istotnej redukcji liczby miejsc pracy w służbie leśnej. Powstaje pytanie – czy wydziały leśne powinny kształcić taką liczbę studentów? Uważam, że studia leśne, z uwagi na swój, z natury interdyscyplinarny charakter stanowią dobrą bazę do pracy w innych zawodach, a ponadto praca w leśnictwie, to nie tylko praca w zielonym mundurze. Cała sfera usługowa wykonawstwa prac leśnych, to w skali kraju około 45-50 tys. stanowisk pracy. Poziom stosowanej obecnie w leśnictwie techki i technologii oraz stopień złożoności gospodarki leśnej wymagają bardzo wysokich kwalifikacji i to stanowić powinno również szansę dla absolwentów wydziałów leśnych. W moim odczuciu zasadne są pytania: czy uczelnie nadążają za oczekiwaniami rynku w procesie dostosowywania swoich programów? Czy wiemy jaki powinien być wizerunek obecnego absolwenta leśnictwa? Czy uczelnie nie powinny kształcić leśników „na eksport”?

Lasy Państwowe jawią się jako, z jednej strony nowoczesna, postępowa i dobrze wyposażona w najnowsze środki techniczne firma, a z drugiej strony – polityka personalna sprowadza się do „ręcznego sterowania kadrami”. Jak to można wytłumaczyć?

Zarządzanie Lasami Państwowymi jest konsekwencją ich struktury organizacyjnej i tradycji, która w tym zawodzie odgrywała bardzo chlubną i istotną rolę. Czy zarządzanie LP jest doskonałe? W moim odczuciu – nie. Wystarczy wsłuchać się w tzw. głosy płynące z terenu. System nominacji i odwołań, bez potrzeby uzasadniania decyzji jest w państwie demokratycznym raczej trudny do zaakceptowania, szczególnie gdy nie są znane kryteria podejmowania tych decyzji. Niemniej należy podkreślić, że ten sposób zarządzania jest bardzo skuteczny i przynosi na obecnym etapie bardzo wyraźne efekty. Dzięki temu Lasy prowadzą bardzo skuteczną grę rynkową, potrafiły w krótkim czasie zrestrukturyzować zatrudnienie, w wyniku czego do pracy na „swoje” przeszło ok. 70 tys. robotników. W porównaniu, z górnictwa przy ogromnym dofinansowaniu pochodzącym z budżetu państwa odeszło ok. 40 tys. górników.

O skuteczności Lasów świadczy także i fakt wytoczenia i wygrania procesu z PKP, za spowodowanie pożaru w Nadleśnictwie Potrzebowice, a przede wszystkim obrona lasów przed prywatyzacją i reprywatyzacją.

Czy pozbawienie możliwości Lasów Państwowych kierowania się kryterium zysku i   ograniczania się do samofinansowania nie prowadzi w efekcie „kamuflowania” dochodów i nie jest dla LP niebezpieczeństwem?

Celem gospodarki leśnej z pewnością nie powinna być maksymalizacja zysku. Nie mniej wobec konieczności samofinansowania, które zapisane jest w Ustawie o lasach, Lasy Państwowe powinna cechować bardzo sprawna gospodarka finansowa. Wydaje się, że w tej materii jest jeszcze sporo do zrobienia. Lasy nie dopracowały się systemowych rozwiązań motywujących wzrost efektywności w nadleśnictwach, choćby z tego powodu, że nie istnieje skala odniesienia, podobnie jak zcentralizowane planowanie, które „usztywnia” zachowania rynkowe. Wydaje się konieczne posiadanie systemowych rozwiązań pozwalających, w sposób racjonalny gospodarować nadwyżkami finansowymi, choćby po to, ażeby można było łagodniej przejść okresy dekoniunktury, które w gospodarce rynkowej są zjawiskiem normalnym. Uważam, że Lasom Państwowym potrzebna jest strategia działania rozpisana na pewne etapy w dłuższym okresie czasu.

Jak to się stało, że leśnicy z pewną nadzieją, optymizmem i chęcią zaczęli budować zręby nowej gospodarki leśnej po roku 1990, a obecnie leśnictwo staje się niedemokratycznym tworem o bardzo silnym nakazowym działaniu, gdzie nie ma miejsca na dyskusje i inne poglądy, bo odwołanie ze stanowiska nie wymusza podania powodów?

Po przemianach ustrojowych w 1989 r. leśnicy rzeczywiści, w sposób dynamiczny dokonali wielu istotnych zmian i potrafili, nie tracąc czasu przystosować gospodarkę leśną do funkcjonowania w gospodarce rynkowej. Osiągnięciem o fundamentalnym znaczeniu było przygotowanie i sprawne przeprowadzenie procedur legislacyjnych Ustawy o lasach. Szybkie urynkowienie handlu drewnem i prywatyzacja wykonawstwa prac leśnych stworzyły mocne fundamenty ekonomiczne. Pozycja społeczna i ranga zawodu leśnika uległy znaczącej poprawie. Organizacja Lasy Państwowe, z uwagi na swoje statutowe obowiązki, struktury organizacyjne, uwarunkowania zawodowe, i w ogromnej mierze także dzięki kontynuowaniu tradycji ma charakter paramilitarny, a to w sytuacjach realnych zagrożeń sprzyja centralizowaniu władzy. Regulacja działalności systemem zarządzeń jest dla wielu nadleśniczych wygodnym rozwiązaniem, gdyż wystarczy tylko realizować zarządzenia, a te zwalniają z odpowiedzialności i konieczności ponoszenia ryzyka. Wydaje mi się, że wśród leśników nie ma tęsknoty za demokracją. Chyba, że powyżej stanowisk, które zajmują.

Jeszcze do niedawna jednym z wyznaczników postępowania leśników w terenie były Zasady Hodowli Lasu, które niejednokrotnie krytykowano, ale lasy jakie dziś posiadamy świadczą, że leśnictwo realizując te zapisy znajduje się w dobrej kondycji przyrodniczo-gospodarczej. Natomiast brakuje dziś określenia tych długofalowych celów. Każdy rok przynosi zmiany zarządzeń, tak jakbyśmy chcieli kolej rębności skrócić o 50 lat.

Oczywiście dzisiejszy stan lasu, a jest się czym pochwalić, jest wynikiem pracy poprzednich pokoleń leśników. Wielkie prace zapoczątkowane po wojnie zaowocowały wzrostem lesistości, wzrostem zapasu, poprawą struktury i składów gatunkowych  drzewostanów, a także zachowaniem wartościowych przyrodniczo lasów. Te efekty widać, trzeba tylko wejść do lasu. Stan kadr leśnych po dramacie wojny i w wyniku jej następstw nie był zadawalający, poziom wykształcenia, szczególnie leśniczych był niewystarczający – stąd, m.in. wynika rola, znaczenie i zasługi, choćby Zasad Hodowli Lasu. Dziś sytuacja wygląda inaczej, gdyż mamy liczne i dobrze wykształcone kadry, co stwarza inne możliwości. Nie jestem przeciwnikiem ZHL, cieszę się, że są to – w obecnym kształcie – Zasady Hodowli i Użytkowania Lasy, ale nie wyobrażam sobie, aby zasady mogły zwolnić leśnika z potrzeby doskonalenia zawodowego, samokształcenia, a głównie z myślenia. Nakreślone ramy ogólne powinny wyznaczać kierunek, a instrumenty służące realizacji hodowli lasu, opartej o głęboką wiedzę i doświadczenie, winny one być autorskie. Każdy leśnik powinien mieć możliwość prowadzenia eksperymentów, doświadczeń, badań, a nawet mieć prawo do popełnienia błędu.

Wybiegając do przodu, trzeba mieć wyobraźnię – jaka ma być wizja polskich lasów i jakimi drogami należy ją realizować. Potrzeba więc rozważań o charakterze strategicznym, a nie koncentrowaniu się wyłącznie na sprawach bieżących. W lesie można usprawiedliwić jedynie leśniczego, który swoje obowiązki ma prawo postrzegać i oceniać w perspektywie roku. Nadleśniczy musi widzieć gospodarkę leśną swojego nadleśnictwa w perspektywie nie mniejszej niż okres operatowy, czyli 10 lat. Natomiast dyrektor generalny musi myśleć o gospodarce leśnej w odniesieniu do całego pokolenia lasu.

Tak więc sukcesu nie można widzieć przez pryzmat, np. dobrego wyniku finansowego z 1999 r. 

Być może tak krótkie okresy odniesienia są wynikiem pojawiającego się przed Lasami wielkiego znaku zapytania – co dalej będzie? Unia Europejska, reprywatyzacja, dziura budżetowa, zakusy polityczne, ambicje itp.

Unia Europejska na obecnym etapie nie posiada wspólnej polityki leśnej i nie sądzę, żeby chciała ingerować w naszą własnościową strukturę lasów.  Natomiast trzeba liczyć się z faktem, że trudny będzie do zaakceptowania przez UE polski wariant rynku drzewnego, szczególnie wobec braku jego akceptacji przez organizacje zrzeszające, głównie przemysł tartaczny. Jest zasadne pytanie – czy znamy standardy unijne jakie będziemy musieli spełnić i czy się do nich przygotowujemy.

Jeżeli chodzi o reprywatyzację lasów myślę, że to zagrożenie już ustało. Natomiast wydaje mi się, że ciągle niepewny jest stan organizacyjny Lasów Państwowych. Jest wielu chętnych do posiadania wpływów w Lasach Państwowych, od ugrupowań politycznych, poprzez władze samorządowe, wojewódzkie, na przemyśle drzewnym kończąc.

Dobra kondycja ekonomiczna Lasów działa dodatkowo jak magnes. Trzeba jednak pamiętać, że jest ona wynikiem stosowania europejskich cen na drewno i „azjatyckich” kosztów pracy, które uzyskano dzięki sprywatyzowaniu usług na rzecz leśnictwa i odejściu z LP kilkudziesięciu tysięcy robotników. Poważnym zagrożeniem dla gospodarki leśnej jest fakt, że w imię doraźnych interesów Lasy nie wykreowały firm gwarantujących usługi leśne na wysokim, profesjonalnym poziomie i charakteryzujących się dobrą rentownością i potencjałem inwestycyjnym.

Drugim niebezpieczeństwem jest poziom techniczny i kiepska kondycja ekonomiczna oraz brak tendencji rozwojowych w przemyśle tartacznym. Ten podstawowy dostarczyciel środków finansowych dla gospodarki leśnej może nie wytrzymać konkurencji zachodnich tartaków, a skutki takiej sytuacji odbiją się nie tylko na Lasach Państwowych, ale i na całej gospodarce narodowej i obawiam się, że sam rynek tego nie ureguluje.

W mojej ocenie perspektywa ekonomiczna Lasów nie jest zła, „przeszliśmy” najtrudniejszy okres niekorzystnej struktury klas wieku, mamy coraz starsze drzewostany, a tym samym relacja nakładów i wpływów z pozyskanego drewna staje się coraz korzystniejsza. Także coraz korzystniejsza jest struktura sortymentów. W tym kontekście dziwne jest, że aż 63% zapasu jest u nas kumulowana na pniu. Dlaczego i po co? Należy także pamiętać, że od lat etat w drzewostanach rębnych nie jest wykonywany w 100%, a już klasycy leśnictwa mówili, iż w drzewostanach gospodarczych podwyższenie w nieskończoność wieku rębności jest niemożliwe – to skończy się deprecjacją surowca na pniu. Trzeba też pamiętać, że w drzewostanach dojrzałych, zbliżających się do wieku śmierci biologicznej przyrost jest niewielki, a może nawet być ujemny, w związku z tym trzymanie przez 20 lat takich drzewostanów jest równoznaczne z wyrażeniem zgodny na utracenie produkcji i dochodów.

Ja nie nakłaniam do konsumowania całego przyrostu, ale należy określić granicę. Niedawno na seminarium w Warszawie leśnicy ze Szwecji mówili, że kumulują zapas na poziomie 25%!

Doświadczenia rynkowe w Polsce nie są jeszcze wielkie. Lasom potrzebne jest prowadzenie prac studialnych i to nie podporządkowanych bieżącej koniunkturze. Należy pracować nad różnymi wariantami i koncepcjami postępowania. Leśnicy, chcąc zachować swoją pozycję, swój status ekonomiczny muszą być przygotowani nawet na przeprowadzenie pewnych redukcji...

Czy w Polsce można z całą odpowiedzialnością realizować model leśnictwa wielofunkcyjnego?

Niepodważalną koncepcją jest model leśnictwa zrównoważonego. Jeżeli bowiem chcemy myśleć z nadzieją o przyszłości, to musimy w tym rozwoju pracować harmonijnie. Ażeby planować rozwój trzeba mieć koncepcję jego finansowania. W naszym przypadku, w dającej się wyobrazić przyszłości, źródłem finansowania rozwoju leśnictwa nie może być budżet państwa. Jesteśmy państwem biednym, na dorobku i środków budżetowych nie starcza nam na spełnienie elementarnych obowiązków państwa w stosunku do obywateli. Pojawiające się coraz częściej głosy (również pochodzące z grona leśników), że w Unii Europejskiej leśnictwo dotowane jest z budżetu są tylko w części prawdą, gdyż dotowane są tylko niektóre programy. U nas także dotowane jest zalesianie gruntów porolnych. Głosy te świadczą o małym zrozumieniu ekonomii naszego kraju i obawiam się, że mogą źle służyć leśnictwu.

Wracając do wątku gospodarki leśnej należy powiedzieć, że potrzebny jest nam racjonalizm w działaniu. Objawiać się on powinien zagwarantowaniem dopływu strumieni środków finansowych w bliższej i dalszej perspektywie czasowej jako, że finanse w leśnictwie biorą się ze sprzedaży drewna i dlatego skazani jesteśmy na promocję drewna i jego sprzedaż, po najlepszej (co niekoniecznie oznaczać musi najwyższej) cenie.

Powinniśmy się uważnie przyjrzeć wykorzystaniu potencjału produkcyjnego siedlisk leśnych. Wystarczy przejechać przez Polskę na początku maja, gdy rozwijają się liście brzozy, żeby zobaczyć jak wiele żyźniejszych siedlisk, gdzie nieopatrznie posadzono sosnę, zdominowanych zostało przez gatunki lekko nasienne. Także niebezpieczne jest przeekologizowanie, gdyż gospodarka leśna ma być gospodarką, która nie będąc sprzeczną z naturą wykorzystuje jej dary. Nie wolno rezygnować z podstawowych celów gospodarki, jakim są: efektywność i rentowność.

Podoba mi się postępowanie leśników szwedzkich, którzy na wspomnianym wcześniej seminarium zaprezentowali mapę 50 hektarowego lasu prywatnego, w którym był rezerwat, las wodochronny i lasy gospodarcze i cele w tych wyodrębnionych wydzieleniach były różne, co w sumie dawało efekt wielofunkcyjności.

Wielofunkcyjność gospodarki leśnej nie może polegać na wtłoczeniu wszystkich funkcji leśnictwa, w każdy obiekt leśny, gdyż to oznaczałoby zgodę na prowadzenie ekstensywnej gospodarki leśnej. Nie można zrezygnować z intensywnej produkcji możliwie najbardziej wartościowego drewna wszędzie tam, gdzie warunki przyrodniczo-leśne na to pozwalają. Z drugiej strony należy zastanowić się, czy pozyskiwać drewno w lasach trudno dostępnych, gdzie koszty jednostkowe przewyższają wartość pozyskanych sortymentów, lub dla ratowania wyniku finansowego uciekać się do prymitywnych, dewastujących środowisko leśne rozwiązań technicznych, np. zrywając drewno ciągnikami gąsiennicowymi.

Na seminarium przedstawiono także interesujące informacje na temat zagadnień dotyczących odnowień naturalnych. Stwierdzono, że na fali mody powstało dużo powierzchni, które po kilkunastu latach nie rokują zapewnienia dobrej jakości i produkcyjności drzewostanu. Na pytanie „Co dalej?” z dużą szczerością odpowiedziano, że jest to problemem gospodarza (właściciela). Fachowcy różnią się niejednokrotnie w ocenach, że podam przykład z naszego podwórka – o podaniu wskaźnika trzebieżowego w danym wydzieleniu. Ilu leśników, tyle rozwiązań, co wcale nie oznacza, że po latach każde rozwiązanie może okazać się dobre.

Czy jest prawdą, że leśnicy bronią się przed wprowadzaniem technologii tzw. skandynawskich?

U progu tzw. procesu prywatyzacji prac leśnych założono, że powstające usługowe firmy same rozwiążą problemy technologii leśnych. Z uwagi, że proces prywatyzacji w leśnictwie nie był wywołany prawami rynku, a był wynikiem decyzji administracyjnych kierownictwa Lasów Państwowych, przeto powstające firmy przejęły wszystkie „wyniesione” z nadleśnictwa uwarunkowania, lokalne układy, stosowane techniki i technologie wykonania prac leśnych, ale również niskie kwalifikacje merytoryczne i organizacyjne, brak umiejętności działania w warunkach wolnego rynku, pełne uzależnienie od bezpośrednio zlecającego pracę (najczęściej leśniczego). Na ten stan nałożyła się, naturalna skądinąd tendencja poprawiania swoich wyników, kosztem słabszego partnera i to doprowadziło do sytuacji, że po niemalże 10 latach, sytuacja w tym zakresie jest gorsza niż na początku drogi prywatyzacji usług.

Konserwatywni ze swej natury leśnicy nie spieszą się do wdrażania nowych technologii (SILP wdrażany był i jest przy ogromnych nakładach i w trybie administracyjnym), ponieważ uznają zasadę, że jeżeli coś funkcjonuje, to nie ma potrzeby tego zmieniać, a wiadomo, że napędem dzisiejszej cywilizacji jest innowacyjność.

Jeżeli chodzi o pozyskiwanie drewna w systemie sortymentowym, to obawiam się, że niektórzy, w tym prominentni leśnicy nie zdają sobie w pełni sprawy jak pozytywne efekty dla poszczególnych podmiotów uczestniczących w tym procesie (myślę o zrywce, wywozie drewna i jego przerobie) może przynieść ta metoda.

Stan wiedzy licznych przedsiębiorców leśnych (jednoosobowych ZUL-i) jest żenująco niski, ale i niektórzy leśnicy mają pewne braki. Niekiedy ich wiedza sprowadza się do tego, że coś widzieli, najczęściej na filmie, a w tej materii oprócz wiedzy potrzebne są i umiejętności. Jak można wprowadzić pozyskiwanie drewna w kłodach, skoro każdą sztukę trzeba pomierzyć i odbić numer, a jak wypisać kwit wywozowy, skoro pojazd zabiera dziesiątki, a nawet setki kłód?

Na przeszkodzie postępu stoi także uproszczone rozumienie ekonomii, gdzie liczy się tylko koszt jednostkowy, a mniejsze zainteresowanie budzą ekonomiczne skutki uszkodzeń środowiska leśnego – niszczenie odnowień naturalnych, podsadzeń, gleby itd., gdyż „naprawa” tych szkód finansowana jest z innego konta.

Z jednej strony zarządzenia serii 11 zakładają wdrażanie technologii przyjaznych środowisku, a z drugiej strony buduje się centralne składnice spedycyjno-manipulacyjne. Są to sprzeczne działania i niekonsekwencje, bowiem po co każdą „żerdkę” ciągać po lesie i dalej do tej składnicy, skoro można te same sortymenty wyrabiać w lesie przy pniu i sprzedawać jako półprodukty?

Rozmawiamy w dniu 12  grudnia – co Pan robił przed 19 laty?

Była wtedy sobota i planowałem wyjazd na polowanie. Z uwagi, że miałem wówczas żywe kontakty z działalnością w „Solidarności” na szczeblu regionalnym i sam w niej czynnie uczestniczyłem miałem świadomość i byłem psychicznie przygotowany, że może w każdym dniu coś się wydarzyć. O stanie wojennym dowiedziałem się już o 3. nad ranem, co skróciło moją noc. Wychodząc po godzinie 6. z domu i udając się do Komisji Uczelnianej „S” spotkałem żołnierzy i zadałem im głupie pytanie – „Co panowie tutaj robicie?”. Widziałem ich zmieszanie, a zarazem i sam czułem się nieswojo. Byli chyba podobnie przerażeni jak i my. Okres od powstania Solidarności do stanu wojennego był w moim życiu bardzo znaczący. Wydawało mi się, że było to dla mnie i  mojego pokolenia nasze przysłowiowe 5 minut – taka szansa życiowa. W owym czasie chciało się zrobić wszystko. Podejmowane wówczas inicjatywy były bardzo spontaniczne i pozbawione wymiaru osobistego – one służyły sprawie i miały charakter wielkiego wydarzenia. Ludzie zmieniali swój sposób myślenia i swoje oblicza w sposób gwałtowny. Tamta atmosfera była atmosferą wielkiego marszu zmierzającego ku wielkim ideałom. Być może okres od 13.12.1981 do czerwca 1989 r. wypalił w wielu ludziach część energii, inicjatyw, idei...

Szkoda, bowiem podejmowano wówczas wielki wysiłek, za który wielu nie otrzymało nawet słowa „dziękuję”. Dziś niektórzy, bardzo lokalni „działacze” zaszli b. wysoko i trudno zrozumieć, kogo reprezentują i o co im chodzi.

Dziękuję za rozmowę.

Władysław Kusiak

Przegląd Leśniczy nr 12/2000

 

stat4u